nanoFantazje – mały nabór o wielkich rzeczach

Zauważyliście, że czasami najlepsze pomysły na opowiadania wpadają nam podczas zwyczajnych czynności? Spacerując, dostrzegamy coś, co od razu nasuwa nam pomysł na świetną historię. Oszałamiającą. Wzruszającą. Doprowadzającą do wybuchów szczerego śmiechu. Krótką. Zaraz, zaraz, krótką? Nasz zapał momentalnie stygnie, przecież to byłoby tylko niewielkie opowiadanie. Symboliczne. Takie w wersji nano. Takie, które właśnie teraz może stać się częścią nanoFantazji.

Nowy konkurs “Światła na niebie”

Doświadczyliście kiedyś uczucia, że zobaczyliście coś, co teoretycznie nie powinno się zdarzyć? Kątem oka zauważyliście coś nadzwyczaj nietypowego? Chwilowa konsternacja, mrugnięcie oczami, uśmiechacie się pod nosem i puszczacie w zapomnienie przywidzenie, które przecież nie mogło się wydarzyć. Nie mogło… prawda?

Marcin Rusnak w Radio Wrocław Kultura

Kilkanaście dni temu na antenie Radia Wrocław gościła nasza redaktorka, Magda Brumirska-Zielińska, dziś z kolei w audycji kulturalnej wystąpił Marcin Rusnak, autor wydanych przez nas Opowieści niesamowitych oraz Śnienia w antologii Fantazmaty. Tom I. W audycji opowiedział też o swoich planach wydawniczych i innych dziełach.

Audycja udostępniona za zgodą Radia Wrocław Kultura.

Trudno być Bo… redaktorem, czyli praca redaktora #1

Autor

Dawid Wiktorski

redaktor prowadzący

Rocznik '94, urodzony i mieszkający w Krakowie. Na co dzień zgłębiający tajniki inżynierii materiałowej na Akademii Górniczo-Hutniczej, od lat zawodowo związany z literaturą.

Twórca nieistniejącego już bloga Zaginiony Almanach, wieloletni współpracownik portali zajmujących się fantastyką, między innymi Fantasty czy Gildii. Twórca Szortalowego Zagraniczniaka, później także redaktor prowadzący działu publicystycznego w Szortalu.

Przez ponad rok manager wydawnictwa, odpowiedzialny także za promocję wydawanych książek, obecnie wolny strzelec pracujący jako redaktor. Pomysłodawca i redaktor antologii Geniusze fantastyki, obecnie redaktor prowadzący projektu Fantazmaty. Czasami próbuje pisać własne opowiadania, ale notoryczny brak czasu skutecznie mu to uniemożliwia.

Prywatnie miłośnik dobrej herbaty, dobrego piwa, gier komputerowych oraz ostrych brzmień.

Jakiś czas temu, przy okazji ogłaszania wyników I etapu drugiego konkursu, obiecaliśmy, że podzielimy się z wami przykładowymi redakcjami. Publikujemy zatem pierwsze opracowanie, w którym chcemy wam pokazać, na jakie rzeczy zwraca uwagę redaktor oraz jaka może być jego rola przy pracy nad ostatecznym kształtem tekstu.
Zredagowany tekst pochodzi z konkursu Umieranie to parszywa robota i został odrzucony w pierwszym etapie. Oczywiście uzgodniliśmy z autorem publiczne przedstawienie efektów pracy na jego dziele, ale poprosił on o anonimowość i usunięcie tytułu z pliku.
Sam wybór tekstu nie jest przypadkowy, bo to bardzo (nie)wdzięczny przypadek dobrego pomysłu, który został wykorzystany przeciętnie (i śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że raczej niespecjalnie dotknął motywu przewodniego konkursu).
Najważniejsza informacja dla wszystkich osób, które zechcą zapoznać się z opowiadaniem – wszystkie uwagi pochodzą od redaktora i nie trzeba się z nimi zgadzać. Oczywiście tytuł wpisu nawiązuje do powieści braci Strugackich. :)
Informujemy też, że tekst został poddany wyłącznie redakcji, nie ma w nim innych poprawek – zależało nam na ukazaniu wyłącznie tego etapu pracy. Jeszcze ważniejsza informacja: to pierwsza redakcja i w tym momencie skupia się ona na tym, co trzeba w tekście zmodyfikować, poprawki stylistyczne, językowe czy inne tego typu nie mają sensu, póki tekst nie zostanie wyczyszczony (bo duża część takich poprawek zostałaby usunięta przez autora).

Plik z uwagami
Uwagi do tekstu

Dużo uwag znajduje się w tekście, ale najważniejsze umieściliśmy poniżej, bo to opowiadanie, które autor powinien właściwie napisać na nowo, rozwijając ledwie zarysowane pomysły. I znów: absolutnie nie trzeba się zgadzać z propozycjami redaktora.
Przede wszystkim największym problemem, z jakim musiał zmierzyć się autor, jest długość opowiadania – limitem było 30 000 znaków, tekst w oryginalnej formie liczy sobie niewiele ponad połowę tego. Zawarcie w takiej objętości satysfakcjonującej opowieści jest zadaniem co najmniej trudnym, ale nie niewykonalnym (oczywiście trudno nie zarzucić autorowi, że nie wykorzystał blisko połowy dostępnego limitu).
Najpoważniejszą wadą tekstu okazał się tak naprawdę brak większego pomysłu na całą opowieść. Otrzymaliśmy właściwie jedną scenę, w trakcie której dzieje się wiele i zarazem… nic konkretnego, bo trudno doszukiwać się jakiegoś głębszego znaczenia w walce z ghulami. Co gorsza, cała krótka i dynamiczna historia sprowadza się do zaprezentowania bardzo interesującego motywu w realiach postapo, które też zostały potraktowany raczej po macoszemu.
Autor wykreował postapokaliptyczny świat, o którym nie wiemy zbyt wiele, ale to akurat zaleta, nie wada. Ot, tajemnicza zaraza, która ożywiła trupy, zniszczone, opustoszałe miasta, tak naprawdę nie znamy przyczyn obecnego stanu rzeczy, nie mamy pojęcia, czy był to wirus, czy bomby atomowe, czy coś jeszcze gorszego. Otrzymujemy pewne podwaliny (gildia, najemnicy i artefakty, czyli pozostałości pradawnej technologii), które jednak powinny odgrywać w całej opowieści bardziej konkretną rolę (bo w wersji obecnej to tak naprawdę elementy tła, niezbędne, by usprawiedliwić samobójczą wyprawę głównego bohatera).
Najważniejszym motywem tekstu z pewnością pozostaje rola przedwojennej technologii w społeczeństwie, które powstało już po apokalipsie, co najlepiej oddaje modlitwa Rexxa tuż przed zniszczeniem przeciwników (i samego Rexxa). W pierwotnej wersji opowiadania metaforycznego boga poznawaliśmy już w pierwszym akapicie, choć oczywiście nie znaliśmy jeszcze jego późniejszej roli – ale łatwo można było się tego domyślić, szczególnie po oryginalnym tytule opowiadania, że na pewno nie zostanie on sprowadzony do roli biernego obserwatora.
Tak naprawdę to ten jeden motyw zdecydował, że wybraliśmy własnie ten tekst, bo chociaż pomysł w konwencji postapo nie jest nowy, to z pewnością zasługiwał na uwagę w połączeniu z kontekstem religijnym. Opowiadanie powinnno zostać gruntownie przebudowane przede wszystkim pod kątem światotwórstwa – autor musi zaprezentować zdecydowanie więcej niż tylko krótką wspominkę o pozostałych najemnikach i gildii. Zostaje mu przekazany „artefakt”, o którego działaniu ma jako-takie pojęcie (co zostało zaznaczone w uwagach w pliku), ale nie kryje się za tym żadna historia ani nawet uzasadnienie. Co można zrobić?
Przede wszystkim naprawdę nakreślić „boską” rolę dawnego satelity wojskowego. Motyw czczenia obiektów z przeszłości jest często wykorzystywany (na przykład w ostatnim filmowym Mad Maxie mieliśmy doskonały tego przykład), i właśnie tego elementu tutaj zabrakło. Stworzenia jakiejś religii, której wyznawcy czczą nieznane czytelnikowi bóstwo, pozostałości dawnego świata. Oczywiście w tym scenariuszu artefakt powinien raczej zostać znaleziony przez Rexxa niż otrzymany w formie zaliczki, bo możemy zakładać, że nikt nie oddałby tak potężnego przedmiotu.
Sama kreacja postapokaliptycznego bóstwa nie jest trudna – jeśli założyć, że zagłada miała miejsce w tak zamierzchłej przeszłości, że nikt nie pamięta już dawnego świata, łatwo o zatarcie przekazów, które z dobrze znanych nam satelit stworzą „metalowe potwory z kosmosu” lub coś podobnego. W świecie, gdzie każdy dzień to walka o przeżycie, raczej nikt nie będzie zastanawiał się nad racjonalnościa podobnych bytów.
W takim scenariuszu można by się nawet pokusić o pozostawienie obecnej sceny walki (oczywiście z modyfikacjami, które ją uprawdopodobnią), motywując taką samobójczą szarżę wiarą głównego bohatera w fakt, że posiada łączność z bóstwem, które w czarnej godzinie przyjdzie mu z pomocą. Jeśli zestawić efekt przywołania w czarnej godzinie z wcześniejszą wiarą w istotę z nieba, która obroni wyznawcę, to otrzymalibyśmy całkiem niezły finalny efekt – pomoc nadchodzi, ale niekoniecznie w takiej formie, jakiej spodziewał się główny bohater, a czytelnik nagle dowiaduje się, że tajemnicza istota) to najzwyklejszy w świecie satelita, który krąży po orbicie, zapomniany od dziesiątek lat. No bo i kto miałby o nim pamiętać w postapokaliptycznym świecie?

Sprostowanie dotyczące regulaminu konkursu

Wczoraj rozesłaliśmy link do ankiety do osób biorących udział w obu naszych konkursach (zarówno w Fantazmatach, jak i obecnie trwającym Umieranie to parszywa robota). Otrzymaliśmy już blisko sto odpowiedzi związanych z naszą organizacją konkursów, także w celu zaplanowania zmian organizacyjnych w przyszłych zmaganiach. Pojawiło się sporo wątpliwości lub pomysłów, które są przyczyną powstania niniejszego oświadczenia, które, mam nadzieję, wyjaśni część wątpliwości. Nawiasem mówiąc – szkoda, że wątpliwości nie zostały nam zgłoszone wcześniej (zawsze bierzemy takie wiadomości pod uwagę).

Zawodowcy i debiutanci

W obecnie trwającym konkursie po raz pierwszy wprowadziliśmy testowo podział na dwie grupy – zawodowców (osoby z tekstem wydanym z numerem ISBN lub ISSN) i debiutantów (osoby bez takiego wydania). Dużo konkursowiczów przyznaje, że to świetny pomysł dający szanse debiutantom w walce o podium, inni z kolei uznają go za niesprawiedliwy ze względu na faworyzowanie jednej grupy (tu w domyśle – debiutantów). Sprawa jest jednak mniej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

 

Teksty z obu grup są oceniane przez jurorów w ten sam sposób, nie ma żadnych wewnętrznych wytycznych każących traktować teksty debiutantów inaczej. 

Nie ukrywam, że wina leży trochę po naszej stronie, a odpowiedni punkt regulaminu mógł zostać bardziej doprecyzowany, na swoją obronę dodam jednak, że konsultacje przed jego publikacją wskazywały, że jest on dość jednoznaczny. Pragnę zatem wyjaśnić, w jakim celu powstał podział – nie po to, by faworyzować konkretną grupę czy nawet osoby, lecz by pomóc nam w wyłonieniu zwycięskich tekstów.

Załóżmy hipotetyczną sytuację, że zadecydowaliśmy, że wyłonimy tylko trzy zwycięskie teksty i są trzy teksty, które otrzymały maksymalną liczbę punktów (czyli siedemdziesiąt), a każdy został napisany przez "zawodowca". Gdyby okazało się, że grupa zawodowców była na tyle silna, by zdobywać najwyższe noty i zająć na przykład kolejne dziesięć miejsc, o ile różnica punktów nie byłaby znaczna, to nawet poszerzenie liczby zwycięzców nadal sprawia, że do antologii zakwalifikują się teksty osób, które wydanie z ISBN lub ISSN mają już za sobą. 

Kategoria "debiutantów" pozwala nam odrobinę oszukać system i wyłonić do trzech najlepszych prac osób, które w taki sposób nie wydały nic (ale oczywiście słuszne jest spostrzeżenie, że tacy piszący mogą mieć ogromne doświadczenie ze względu na publikacje na forach czy portalach pisarskich – zwracam jednak uwagę, że także brak jakichkolwiek podziałów nie byłby do końca sprawiedliwy, a wszyscy uczestnicy konursu mogli przed wysłaniem pracy skorzystać z pomocy innych osób, by tekst doszlifować, nie zabraniamy tego). Tym samym nawet jeśli pierwsze dziesięć miejsc zostanie okupionych przez zawodowców, a najlepszy debiutant będzie miał przykładowo punkt mniej niż zawodowiec na miejscu dziesiątym, wciąż daje to debiutantowi wejście do antologii. Innymi słowy na podziale nie traci nikt. Prace oceniane są w ten sam sposób, zastosowane rozwiązanie pozwala jedynie na nagrodzenie osób, których mniejsze doświadczenie mogło zadecydować o zdobyciu minimalnie mniejszej liczby punktów.

Nie zamykamy drogi

Pragnę także zauważyć, że regulamin został skonstruowany w taki sposób, by zapobiec zarówno sytuacji, gdy okaże się, że najwyżej ocenione teksty nie nadają się do publikacji (w mojej ocenie scenariusz praktycznie niemożliwy do zrealizowania, jednak zabezpieczenie istnieje), jak i że przyjmiemy ich więcej niż wspomniano w regulaminie. Tak było zresztą w naszym pierwszym konkursie, gdzie regulamin przewidywał tylko pięciu zwycięzców – zadecydowaliśmy jednak o przyjęciu prac jedenastu autorów. 

Przypominam także, że całokształt Fantazmatów jako projektu pozwala nam na dość daleko idące modyfikacje i zmiany w antologiach, nad którymi pracujemy i na pewno nie przepuścimy okazji na "pozyskanie" dobrego tekstu tylko dlatego, że na drodze stanie nam sztywny regulamin. Jeden z autorów, którego praca została odrzucona w I etapie, otrzymał zaproszenie do przyszłorocznej antologii – jego tekst został oceniony negatywnie ze względu na wykonanie, doceniliśmy jednak pomysł, o którego zmodyfikowanie i doszlifowanie poprosiliśmy, by uwzględnić opowieść opartą na tej idei w recenzjach wewnętrznych.

Innymi słowy: odrzucenie przez nas pracy (niezależnie od etapu) nie zamyka drogi do publikacji w Fantazmatach. Co więcej, po I etapie mamy już krótką listę, którą prawdopodobnie wzbogacimy po zamknięciu etapu II. I widnieją na niej adresy mailowe autorów, których teksty teraz z jakiegoś powodu uznaliśmy za nieodpowiednie na konkurs (na przykład ze względu na wybitnie słabe powiązanie historii z motywem przewodnim), ale których być może w przyszłości zechcemy zaprosić do innych, mniejszych lub większych projektów. 

I jest to jak najbardziej poważna deklaracja – oczywiście sama idea konkursu daje doskonałe możliwości wyłonienia najlepszych prac, ale odrzucenie lub nawet uzyskanie średniego wyniku wcale nie jest jednoznaczne z przekreśleniem zarówno tekstu, jak i samego autora. Jeśli kupicie nas pomysłem lub przynajmniej w pewien sposób pokażecie, że drzemie w was potencjał – na pewno nie zapomnimy waszych imion i adresów skrzynek mailowych. Oczywiście poziom trudności wzrasta, bo rywalizujecie już z autorami, którzy do antologii zostali zaproszeni ze względu na ich dotychczasowy dorobek, ale w pierwszej kolejności zależy nam na dobrej fantastyce.

Wnioski i zażalenia

Ankieta rozesłana do konkursowiczów jest anonimowa w celu uzyskania bardziej szczerych odpowiedzi. Jako że okazało się, że w ten sposób dowiedzieliśmy się wielu rzeczy, o których wcześniej nie wspomniał nam dosłownie nikt (nawet pojedyncza uwaga zostałaby przez nas przeanalizowana), postanowiliśmy ułatwić wysyłaniem nam uwag lub sugestii bez jednoczesnego wymogu podania informacji, które pozwoliłyby na kontakt. Innymi słowy na naszej stronie pojawił się formularz, który umożliwia wysłanie nam wiadomości bez podawania danych i adresu email i jak najbardziej można korzystać z niego jak z anonimowej internetowej księgi wniosków i zażaleń. Zastrzegam jednak, że nie będziemy mogli odpowiedzieć na wiadomości wysyłane tą drogą (o ile w treści samej wiadomości nie zostanie podany adres email nadawcy) i prosimy nie wykorzystywać go do regularnego kontaktu z nami.

Dawid "Fenrir" Wiktorski

Finalna okładka “Opowieści niesamowitych” Marcina Rusnaka

Jedną z naszych tegorocznych premier będzie wznowienie wydanego kilka lat temu zbiorku opowiadań Marcina Rusnaka pt. Opowieści niesamowite. Poniżej prezentujemy finalną wersję. Autorem ilustracji jest Łukasz Matuszek, za typografię odpowiada Jacek Łukawski.

Premiera przewidziana jest na koniec wakacji.

Poniżej w ramach ciekawostki prezentujemy też możliwość podejrzenia, jak okładka zmieniła się od momentu zaprezentowania szkicu ilustracji.

Opowieści niesamowite szkic

Newsletter

Kontakt

Powiedz o nas znajomym